Publicystyka, Opinie
Ile mogę wziąć na swoje sumienie?
Jak według red. Michalskiego doprowadziłem do klęski PiS, a według red. Kozłowskiego wywołałem kryzys w „Tygodniku Powszechnym” – pisze filozof Zdzisław Krasnodębski
Ileż można wyrządzić złego! W „Gazecie Wyborczej” przeczytałem niedawno, że przyczyniłem się do rozpadu zespołu redakcji „Tygodnika Powszechnego”. „Gazeta”, powołując się na Krzysztofa Kozłowskiego, pisze, że jednym z powodów jego odejścia z redakcji i zespołu „Tygodnika” jest to, że „coraz częściej dopuszcza na łamy prawicowych autorów, m.in. Zdzisława Krasnodębskiego czy Andrzeja Zybertowicza”. Niestety znana z rzetelności, zwłaszcza gdy chodzi o osoby o odmiennych poglądach politycznych, „Gazeta” tym razem nie sprawdziła swych informacji, zbytnio ufając słowom pana ministra i redaktora.
Mogę nie publikować w „Tygodniku”
Słowo „dopuszcza się” sugeruje, że szturmowałem „Tygodnik Powszechny” swoimi tekstami i niektórzy nazbyt wyrozumiali, liberalni bądź tylko po chrześcijańsku miłosierni redaktorzy ulegali mojej nachalności. W rzeczywistości to nie ja ubiegałem się o publikację w „Tygodniku Powszechnym”, lecz „Tygodnik” zwracał się czasami do mnie – mniej więcej co dwa lata – z prośbą o tekst. Niestety coraz rzadziej.
Ostatnio na prośbę redakcji wziąłem udział w dyskusji przedwyborczej z Jarosławem Gowinem i Jerzym Hausnerem. Nie zgodziłem się natomiast spełnić prośby „Gazety Wyborczej” o udzielenie większego wywiadu i napisanie artykułu. I całe szczęście, bo co też by było, gdyby niektórzy członkowie założyciele „Gazety” poszli w ślady Krzysztofa Kozłowskiego i innych...
3 miesiące: 570 zł netto + 23% VAT
12 miesięcy: 1990 zł netto + 23% VAT
(3.0 zł + VAT)
(9.0 zł + VAT)

