Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Szukaj w:
[x]
Prawo
[x]
Ekonomia i biznes
[x]
Informacje i opinie
ZAAWANSOWANE

Człowiek, który uratował Jana Karskiego

05 lutego 2011 | Plus Minus | Aleksandra Solarewicz
 Doktor Stanisław Stuchły (w pierwszym rzędzie, w środku) i jego żona Helena wśród pracowników szpitala w Nowym Sączu. Rok 1941 (fot. archiwum Janusza Stuchłego)
źródło: Archiwum
Doktor Stanisław Stuchły (w pierwszym rzędzie, w środku) i jego żona Helena wśród pracowników szpitala w Nowym Sączu. Rok 1941 (fot. archiwum Janusza Stuchłego)
Jan Karski (Kozielew- ski) na balu noworocznym  w Zamku Królewskim  w Warszawie. 1938 r. (fot. Instytut Hoovera)
źródło: Archiwum
Jan Karski (Kozielew- ski) na balu noworocznym w Zamku Królewskim w Warszawie. 1938 r. (fot. Instytut Hoovera)

O północy kurier wyskoczył z okna szpitalnego parteru prosto w ramiona konspiratorów z ZWZ

Czekając na przejście ulewy, przystanęła w bramie. Obok dostrzegła starszego mężczyznę. Nigdy nie zwierzała się obcym, ale teraz szybko nawiązali kontakt. Okazało się, że on też spędził wojnę w Nowym Sączu.

– Mieszkaliśmy u brata mego męża. Wciąż obawialiśmy się Niemców – powiedziała.

– Proszę pani, nie trzeba się było bać – odpowiedział nieznajomy. – Dom doktora Stuchły był strzeżony dzień i noc.

Kobietą, która przystanęła w bramie wrocławskiej kamienicy, była moja babcia Irena Stuchly (to prawidłowa forma nazwiska o szwajcarskim rodowodzie. Oprócz jej męża pozostali krewni używali formy spolszczonej „Stuchły”). Wraz z dziadkiem Zbigniewem w 1944 roku musieli opuścić Lwów. Ich tułaczy szlak wiódł przez Nowy Sącz i Lublin aż do Wrocławia. To tu 20 lat po wojnie dosłownie na ulicy babcia spotkała kogoś, kto musiał dobrze wiedzieć, kim był w polskim podziemiu dr Stanisław Stuchły, w latach 1928 – 1944 dyrektor sądeckiego szpitala.

Drugi tajemniczy posłaniec pojawił się już na mojej własnej drodze. W maju 2007 r. wracałam przez Nowy Sącz z rajdu pieszego. Postanowiłam odwiedzić grób stryjecznego dziadka. Nie miałam pojęcia, gdzie go szukać. Upał i pustka. Biuro cmentarne zamknięte. W alejkach jeden jedyny człowiek. – Doktor Stuchły, chirurg? Operował mnie na ślepą kiszkę. Miał dwóch synów. Jego żona też była lekarzem, prawda? Nieznajomy nie umiał...

Dostęp do treści Archiwum.rp.pl jest płatny.

Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.

Ponad milion tekstów w jednym miejscu.

Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"

Zamów
Brak okładki

Wydanie: 8845

Spis treści
Zamów abonament