We własnym imieniu
We własnym imieniu
Z Leszkiem Bandachem, szermierzem i psychologiem, rozmawia Krzysztof Rawa
Jak wygląda pana portret sportowy?
36 lat, florecista, pierwszy raz wfinale Pucharu Świata w 1979 roku. Z pewnymi przerwami byłem w czołówce światowej do 1993 roku, a nawet w 1994 byłem jeszcze w reprezentacji Polski na mistrzostwa świata. Walczyłem też w szpadzie, nawet raz byłem trzeci w turnieju kwalifikacyjnym w 1992 roku.
Potem była przerwa w karierze po wypadku samochodowym z zawodnikami wracającymi z Pucharu Świataw Budapeszcie. Co jest teraz?
Staram się trenować. Pomaga mi brat Adam. Z nim zaczynałem i z nim jestem pod koniec kariery. To taka parabola życia. Obecnie ćwiczę znacznie więcej niż kiedyś, ale to jedyna droga dojścia do pełnego zdrowia. Traktuję szermierkę jako najważniejszą formę rehabilitacji psychoruchowej. Miałem obrażenia związane ze stłuczeniem mózgu. Pewne drogi nerwowe zostały zniszczone i trzeba je odbudować. W głębi duszy pozostaję zawodnikiem i będę starał się wrócić do szermierki, ale już tylko po to, by się z nią godnie pożegnać. Miałem być dwa lata na wózku inwalidzkim, a startowałem już w kilku turniejach. Wygrałem nawet jeden puchar. Porównując z dawnymi moimi osiągnięciami to jest nic, ale cieszę się zpowrotu, przecież jestem w 80 procentach i nwalidą.
Z czego pan żyje?...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)