Jak zerwać z gigantomanią
Prawdziwe igrzyska zaczynają się wtedy, kiedy gaśnie olimpijski znicz i trzeba rozliczyć faktury, a potem zadbać o opustoszałe areny. Na szczęście świat jest dziś mądrzejszy niż kilkadziesiąt lat temu.
W Montrealu dobrze wiedzą, czym mogą pachnieć igrzyska olimpijskie. Mogą mieć intensywny zapach dolarów, które wyciekają z budżetu i rozpływają się w tysiącach kieszeni, oraz długu, który potem trzeba spłacić.
Może wielu mieszkańców tej kanadyjskiej metropolii – patrząc na to, co stało się z ich miastem – chętnie cofnęłoby się w czasie, żeby zorganizować protest pod siedzibą premiera Pierre’a Trudeau i domagać się wycofania kandydatury. Za dwa tygodnie zabawy i zainteresowania milionów widzów mieszkańcy Quebecu otrzymali ogromny rachunek, który płacili przez następne 30 lat.
Ich przykład stał się ostrzeżeniem dla całego świata, a przynajmniej jego znaczącej części, bo niektórzy i tak nie posłuchali. Obok igrzysk ważny jest też chleb, a koszty błędnych decyzji konstrukcyjnych i korupcji zawsze ponoszą mieszkańcy. Dzisiaj coraz mniej krajów chce się zadłużać, żeby tylko wejść do grona tych, które stać na rozrzutność. Częściej myśli się nie tylko o tym, żeby pokazać się za wszelką cenę jako mocarstwo czy przynajmniej kraj aspirujący, ale też o tym, co wpisze się po stronie „mam problem” w księdze olimpijskich przychodów i rozchodów.
Zresztą, podobnie jest w przypadku innych, wielkich sportowych wydarzeń. Jeśli nawet Katarczycy starali się optymalizować koszty mundialu w 2022 r. i zbudowali sobie stadion z kontenerów,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
