Dobre siostry i parasol prymasa
Dobre siostry i parasol prymasa
Władysław Rodowicz, który kierował na co dzień Komitetem, w miejscu, gdzie w stanie wojennym znajdował się magazyn z darami
FOT. PIOTR KOWALCZYK
BEATA KOPYT
Panie z Prymasowskiego Komitetu Pomocy obstawiały wszystkie kolegia. W torebkach trzymały pieniądze na grzywnę, bo gdyby jej natychmiast nie zapłacić, zatrzymany manifestant czy kolporter trafiał na trzy miesiące do aresztu. Milicjant wychodził na korytarz i pytał: - Czy jest ktoś w sprawie Kowalskiego? - Ja, jestem ciotką. - Całą rodzinę ma pani w kryminale?
Zaczęło się spontanicznie 13 grudnia 1981 r. W nocy milicja wyciągnęła z domów prawie pięć tysięcy osób. Rano zapanował chaos. Nikt nie wiedział, kogo i gdzie internowano, nie działały telefony i była godzina policyjna. Zdezorientowane i zrozpaczone rodziny zgłaszały się do kościołów:
- Wzięli męża.
- Nocą tatę wyprowadziła milicja.
- Wyszła z nimi tak jak stała.
Ktoś zaczął spisywać nazwiska aresztowanych. Ktoś przyniósł paczkę z jedzeniem, inny ubranie, jeszcze inny, ot tak, przyszedł zapytać, czy w czymś pomóc. Trzeba było gdzieś umieścić paczki, nazwiska internowanych ułożyć w listy, dać zajęcie...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
