Publiczność pod ochroną
Publiczność pod ochroną
RYS. PAWEŁ GAŁKA
RYSZARD LEGUTKO
Od pewnego czasu zaprzestałem oglądania i słuchania programów politycznych w mediach. Moja reakcja - jak sądzę - nie należy do wyjątkowych, choć nie jestem pewny, czy dzielę z innymi przyczyny awersji.
Straciłem zainteresowanie dla tych programów, ponieważ występują w nich wyłącznie politycy, którzy rozmawiają z innymi politykami. Taka formuła stała się u nas obowiązująca i nikomu z mediów nie przyjdzie do głowy, iż jest ona chora i że winna być zmieniona.
Po pierwsze - nudziarze
Dlaczego w ten sposób prezentuje się nam politykę, łatwo zgadnąć. Jest to formuła łatwa, sprzyjająca lenistwu redaktorów i dziennikarzy. Wystarczy zaprosić do studia kilka znanych postaci ze sfer władzy, a program kręci się sam. Im polityk jest bardziej znany i znajduje się wyżej w hierarchii, tym lepiej. Szczytem szczęścia jest oczywiście goszczenie prezydenta, premiera czy marszałka Sejmu.
Gdybym miał najkrócej ująć moją niechęć do takich programów, powiedziałbym tak: politycy w przygniatającej większości są okropnymi nudziarzami, a ich słuchanie jest udręką. Wystarczy chwilowy kontakt z...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
