Hodowanie Breivika
Czy z Obywateli Rzeszy z tekstu Marcina Łuniewskiego (na stronie 14) należy bardziej się śmiać, czy raczej się ich bać? Liczby, z jakimi oswaja nas autor, nie rzucają na kolana. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Kilkanaście tysięcy ekstremistów w ponad 80-milionowym narodzie niemieckim to mniej niż kropla w morzu. Przy tym ledwie nikły procent tej grupy stanowi realne zagrożenie. A tylko jednostki dopuszczają się przestępstw. Czy zatem na dnie tego nowego fenomenu mogła się czaić realna groza? A może to tylko ekscentryczny ruch, mniej liczny i jeszcze mniej wpływowy od hodowców motyli?
To prawda, w rozmowach z mieszkańcami kraju nad Renem trudno doszukać się jakichś oznak przestrachu. Ale ludzie, z którymi ostatnio rozmawiałem, to głównie idealiści. Pisarze, poeci, owładnięci potrzebą szukania nowego języka i nowych kategorii, które w ich przekonaniu uwolnią nas od demonów przeszłości. To myślenie jest proste. Dopóki żyjemy...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)