Walka o kształt świata
Wybory w USA nie są tylko rywalizacją osób i programów dotyczących wewnętrznych spraw Ameryki. Harris i Trump to przede wszystkim inne podejście do polityki międzynarodowej – stwierdza polityk i socjolog.
Najczęściej patrzy się na wybory w USA jak na zderzenie dwojga kandydatów z różnych partii, którzy chcą rządzić Ameryką. Tymczasem dla nas, żyjących w Europie, ważniejsza jest refleksja o tym, co to oznacza dla reszty świata? W tym względzie komentatorzy przypisują często Donaldowi Trumpowi poglądy krytyczne wobec Europy, a Kamali Harris opinie proeuropejskie. Moim zdaniem nie jest to cała prawda. Prawdziwe różnice w poglądach na świat między kandydatem z Partii Republikańskiej i Demokratycznej wynikają z czegoś innego. Od wielu lat bowiem politycy tych ugrupowań mają zupełnie inną wizje ładu międzynarodowego.
Jednolitość świata
Politycy związani z Partią Demokratyczną mają do świata podejście monistyczne i misyjne. Uważają oni, że świat jest jednolity, a poszczególne państwa różnią się jedynie stopniem zaawansowania na jednej powszechnej drodze rozwoju. USA jako kraj najbardziej zaawansowany w rozwoju wyznaczają kierunek i standardy postępu dla innych państw. Ludzie są równi i kraje są równe. Ale różnią się właśnie stopniem rozwoju określonym przez wzór pochodzenia amerykańskiego czy zachodniego. Świat ma się rozwijać wg jednego amerykańskiego wzorca i najlepiej by był on kierowany przez międzynarodowe instytucje takie jak ONZ, Grupa G7, Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy itp....
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
