Nie bójmy się Filharmonii
Przy obecnych zmianach centrum Warszawy, które ma być miejscem otwartym i przyjaznym, gdzie będzie się bywać, zyskujemy nowe możliwości i nie możemy ich zmarnować – mówi Zofia Zembrzuska, nowa dyrektor naczelna Filharmonii Narodowej.
Kiedy jako młoda dziewczyna wystąpiła pani na estradzie Filharmonii Narodowej, pojawiło się marzenie, aby w przyszłości było to pani miejsce?
Absolutnie nie miałam wtedy takich marzeń czy skojarzeń. Ale mój dziadek był niesamowicie dumny z mojego występu, choć był to koncert orkiestry szkoły muzycznej II stopnia, w której zaczęłam orkiestrową edukację, więc siedziałam przy przedostatnim pulpicie pierwszych skrzypiec. Gdyby dzisiaj żył, na pewno pękałby z dumy, wiedząc gdzie jestem.
Ale skrzypaczką jednak pani nie została.
Już w szkole poczułam, że wirtuozem chyba nie będę, brakowało mi zapewne wytrwałości, która oprócz talentu jest bardzo potrzebna, a także przekonania, że naprawdę chcę to robić.
Czym więc dziś dla pani w nazwie Filharmonii jest przymiotnik „Narodowa”? Dla dyrektora to obciążenie czy szansa?
Zdecydowanie jedno i drugie. Filharmonia Narodowa, a więc dla wszystkich Polaków. To zobowiązanie, obciążenie tożsamościowe. Ale też szansa na współtworzenie tej tożsamości. Swoim działaniem możemy zachęcać do uczestnictwa w kulturze wysokiej, oferować jak najwyższą jakość, ale i edukować muzycznie, bo instytucja narodowa powinna Polaków jednoczyć. Nie może nikogo wykluczać czy nie dostrzegać.
To jest stwierdzenie bardzo na czasie, bo Filharmonia Narodowa zyskała nowego sąsiada...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
