Kogo załamują niepowodzenia, nie może być chirurgiem
W tym momencie postanawiam, że będę szukał nowej, lepszej metody usunięcia tętniaka i uratowania w ten sposób życia pacjentowi. Musi taka istnieć i muszę ją znaleźć. Myjemy się, zdejmujemy fartuchy. Przynoszą nam kawę i stopniowo odbudowuje się w nas naturalny odruch sprzeciwu wobec przeznaczenia i śmierci.
Samochód zabiera mnie do szpitala polowego jednej z naszych elitarnych dywizji w Mołwoticach. Oddział chirurgiczny z salą operacyjną znajduje się w wielkim drewnianym domu przy rynku. Lekarz korpuśny mieszka niedaleko, do niego też kieruję pierwsze kroki i melduję swoje przybycie.
Kiedy opowiada mi szczegółowo o sytuacji sanitarnej, z oddali dobiegają odgłosy kanonady artyleryjskiej. Rosjanie znowu ruszają do ataku. Nasze straty są wysokie, ranni napływają falami. Gdzie ich umieścimy? Wszystkie punkty opatrunkowe i szpitale polowe są od dawna przepełnione. Odesłanie rannych na tyły, choćby najcięższych przypadków, nie wchodzi w grę. O tym zresztą mogłem się przekonać już z powietrza. Po krótkiej rozmowie z lekarzem naczelnym i chirurgami szpitala polowego włączam się do pracy i w towarzystwie asystenta przeprowadzam obchód, aby na własne oczy zorientować się w sytuacji.
Diagnoza, której boi się chirurg
W sąsiednim budynku lekarz naczelny kazał urządzić pododdział pod kierownictwem laryngologa, który ma kłopoty z leczeniem złamań postrzałowych – w końcu ten typ ran nie jest jego specjalnością. Objaśniam mu podstawowe metody i doradzam w każdym poszczególnym przypadku, którym już się zajął lub ma się zająć. Kiedy zbieram się do odejścia, prosi mnie...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
