Jeszcze raz rozpalić ogień
Lindsey Vonn wróciła do sportu po kilku latach przerwy. Z nowym kolanem i nowym ogniem w sercu wystartuje na igrzyskach olimpijskich w Cortinie d’Ampezzo. Wracali już przed nią inni i za każdym razem pojawia się pytanie: po co im to wszystko?
Powrót Lindsey Vonn na stoki wymyka się logice, to nie powinno się wydarzyć. Nie powinni jej pozwolić na to lekarze i rodzina, a nawet ubezpieczyciel. Ostrzegali ją koledzy po fachu, choć może po cichu trzymali kciuki. Bardziej prawdopodobne było to, że nawet jeśli znów wystartuje, to rozmieni swoją legendę na drobne, będzie cieniem dawnej siebie i może będzie przykro patrzeć, jak się szarpie w poszukiwaniu dawnej wielkości, której nie sposób dogonić.
Tymczasem Amerykanka wygrała najbardziej szaloną konkurencję narciarską i nie zamierza się zatrzymywać. Teraz jest żywą reklamą postępów, jakie zrobiła w ostatnich latach medycyna i tego, do czego zdolny jest człowiek, który ma marzenia.
Jako sportowiec zdobyła wszystko, co mogła. Zawieszali jej na szyi medale olimpijskie (złoty też) i mistrzostw świata (złoty dwa razy). Podnosiła w górę Puchar Świata za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej aż czterokrotnie. Wygrywała zawody z tego cyklu ponad 80 razy, a w sumie ponad 140 razy stawała na podium. Doceniali ją kibice i media. Była na okładce magazynu „Sports Illustrated”, a platforma HBO nakręciła o niej film dokumentalny „Lindsey Vonn: The Final Season”.
U szczytu kariery była tak dobra i wygrywała tak często, że chciała zrobić zamach na rekord legendarnego Ingemara Stenmarka,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
