Pożegnanie w trakcie komedii
To ostatnie dzieło Giuseppe Verdiego i ostatni spektakl, jaki postanowił wyreżyserować Marek Weiss. „Falstaff” w Operze Narodowej jest więc dla niego rodzajem podróży w przeszłość z różnymi jednak niespodziankami.
Marek Weiss zdecydował się na rozstanie z teatrem, w co nie wszyscy wierzą, bo wielu artystów rytuał pożegnania rozkłada na lata. On jednak na pewno nie pójdzie w ślady Placida Dominga wciąż kurczowo trzymającego się mikrofonu. Przyjmijmy więc, że „Falstaff” jest rzeczywistym pożegnaniem Marka Weissa. I może właśnie z tego powodu mamy w nim także przywołany klimat jego dawnych inscenizacji, gdy w latach 80. dokonywał on swoistej rewolucji w polskim teatrze operowym. Dopiero ponad dekadę później wkroczyli na scenę inni z Mariuszem Trelińskim na czele.
Przypomniana przeszłość
„Falstaffa” 2026 zrealizował z dawnym scenograficznym partnerem Wiesławem Olko, z którym stworzył tak niezwykłe inscenizacje jak „Bramy raju” z białym rumakiem na widowni Teatru Wielkiego czy „Makbeta”, w którym szekspirowskie czarownice sfruwały na scenę z wysokości kilku pięter. W „Falstaffie” jest zaś klimat „Traviaty” z 1987 r., bo dla obu tych inscenizacji Wiesław Olko stworzył wysmakowane wnętrza z mnóstwem detali. Nic dziwnego,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
