Łatwogang i sens umowy społecznej
Trzeba ustalić wspólny mianownik tego, czym ma być nasze państwo, czego jako wspólnota będziemy mieli prawo od niego oczekiwać.
null
Zbiórka pieniędzy zorganizowana przez Łatwoganga na dzieci chore na raka była fascynującym wydarzeniem. Miała cechy festiwalu społecznej solidarności, narodowych rekolekcji, a także egzaminu z wiedzy o społeczeństwie. Szczególnie w ostatnich chwilach jej trwania, gdy kilkudniową transmisję dobroczynną (bo transmisja to chyba bardziej zakorzenione w polszczyźnie słowo niż stream) śledziło kilka milionów osób. Obserwowali to, co działo się w warszawskim mieszkaniu organizatora, słuchali występów, rozmów, czasem głębszych, czasem płytszych filozoficznych analiz na temat społeczeństwa czy państwa.
Dużo, naprawdę dużo było, szczególnie w komentarzach, krytyki pod adresem państwowej służby zdrowia, Narodowego Funduszu Zdrowia czy publicznych szpitali. Choć czasem pomysły genialne (na przykład by bogaci dzielili się częścią swojego majątku z biedniejszymi i oddawali jakiś procent swego dochodu – i tak w studiu Łatwoganga, jak zauważył mój redakcyjny kolega Michał Płociński w podcaście „Rzecz w tym” – na nowo odkryto podatki) zderzały się z takimi bardziej oczywistymi, był to w pewnym sensie kilkudniowy namysł nad tym, kim jesteśmy jako wspólnota. Użyłem słowa rekolekcje nie dlatego, że miało to religijny charakter, ale...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)