Zemsta, czyli jak rozumieć proste historie
Zanim potępimy albo pochwalimy „Citizen Vigilante”, warto najpierw zrozumieć, czym właściwie jest ten film, o który toczą się tak gorące spory. Ten obraz to interesujące świadectwo epoki, mówi nam o lękach, wyobrażeniach i sposobie myślenia społeczeństwa.
Emocje internetowego komentariatu rozpala od tygodni film „Citizen Vigilante”, którego tytuł zwykle tłumaczy się na język polski jako „Obywatel Strażnik”. Film w reżyserii Uwego Bolla – twórcy słynącego z realizowania produkcji tak złych, że aż oglądanych z pewną przyjemnością – jest opowieścią o zemście. Nie jest to jednak zemsta wymierzona mafii, jak w serii o Johnie Wicku, ani anonimowym ulicznym przestępcom, jak w klasycznym „Życzeniu śmierci”. Boll bierze na celownik bardzo konkretną grupę społeczną współczesnej Europy – imigrantów – i przedstawia ich jako główną przyczynę rozpadu społecznego państw Europy Zachodniej.
Na chwilę pozostawmy jednak ten radykalny – jeśli nie rasistowski, to z pewnością skrajnie etnocentryczny – przekaz i zastanówmy się, z jakiej tradycji wyrasta „Citizen Vigilante”.
Wspomniany już tytuł jest o tyle mylący, że angielskie słowo vigilante, choć historycznie wywodzi się od określenia oznaczającego strażnika lub osobę czuwającą, w ostatnich dekadach nabrało wyraźnie negatywnych konotacji. Trafniejszym tłumaczeniem byłby raczej „samozwańczy mściciel” albo po prostu „mściciel”. Vigilante to ktoś, kto wymierza sprawiedliwość na własną rękę, bez sankcji jakiejkolwiek instytucji. Wyłącznie od jego własnego osądu zależy, czy wymierzana przez niego sprawiedliwość ma jeszcze cokolwiek...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

