Zwyczajny haracz
Zwyczajny haracz
JANUSZ WOJCIECHOWSKI
O przestępczości zorganizowanej zaczyna się w Polsce mówić jak o zjawisku spowszedniałym. Owszem, nagannym, uciążliwym, wymagającym zastanowienia, ale już nie szokującym, lecz zwyczajnym, wpisanym wprozę życia. Ostatnio takie wrażenie odniosłem ztelewizyjnego programu owymuszaniu haraczy, nadanego późną nocą w zeszły czwartek. Wypowiadali się tam politycy, eksperci, a także ci, którzy haracze płacą i-- co najciekawsze -- również ci, którzy haracze inkasują.
Wypowiedzi były utrzymane wspokojnej tonacji. Ze strony polityków, atakże ekspertów, usłyszeliśmy klarowne wywody otym, że państwo straciło monopol na przemoc ioddało część pola konkurencji, czyli przestępczości zorganizowanej. O ddało niesłusznie, żeby nie było wątpliwości. Przedstawiciel kupców irestauratorów, czyli płatników haraczu, opowiadał, że policja się nie garnie do obrony ich interesów, więc z konieczności negocjują zmafią warunki ochrony ijakoś żyją. Niektórzy nawet sami proszą gangsterów oopiekę, zanim ci przyjdą...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta