Polacy wracają ze srebrem
Prawda jest taka, że wygrała drużyna lepsza. Niemcy nie potrzebowali nawet pomocy sędziów, którzy w zgodnej opinii obserwatorów wypaczyli wyniki poprzednich spotkań gospodarzy - z Hiszpanią i Francją. Polacy byli cieniem drużyny, która po wcześniejszych występach zbierała owacje. Odpowiedź napytanie, czemu tak się stało, jest banalnie prosta: naszym zawodnikom zabrakło sił.
Początek w wykonaniu biało-czerwonych był nawet niezły, w szóstej minucie wygrywali 3:2. Jak się miało niebawem okazać, było to pierwsze i ostatnie prowadzenie Polaków w finale. W ciągu kolejnych czterech minut gole zdobywali tylko Niemcy. Sypały się one jak z rogu obfitości, czarno-czerwono-żółte trybuny raz po raz wybuchały entuzjazmem. Niemcy uwierzyli, że tego dnia moc jest z nimi. Mieli ku temu powody - wynik 8:3 mówił sam za siebie. Najbardziej bolało to, że Polacy hojną ręką rozdawali rywalom prezenty. Co chwilę gubili w ataku piłkę, można było odnieść wrażenie, że pierwszy raz widzą się nawzajem na oczy. Niemcy byli trochę zaskoczeni łatwością, z jaką zdobywali kolejne gole. Na bramkę Sławomira Szmala sunął jeden kontratak za...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)




300798