Będziemy to robili z małym kacem
Będziemy to robili z małym kacem
Rozmowa z Donaldem Tuskiem przewodniczącym Kongresu Liberalno-Demokratycznego
Spotkał się pan z niezadowoleniem tych, którzy głosowali na KLD i są rozczarowani, że przestaje istnieć ugrupowanie z jakim się identyfikują?
Tak, ale są to głosy sporadyczne. W Gdańsku, gdzie jestem rozpoznawalny publicznie, ludzie zaczepiają mnie na ulicy i większość wypowiedzi jest taka: no, wreszcie nie będę miał dylematu. Zamówienie na to, by połączyć się z UD lub aby stworzyć nową partię istniało przed wyborami. Politycy popełnili duży błąd. Nie odpowiedzieliśmy na społeczne zamówienie. Zasadnicze wątpliwości mają raczej członkowie obu partii, natomiast elektorat -- nie.
Dlaczego pan uważa, że istnieje takie "zamówienie"? Jeśli ludzie głosowali na Kongres, to znaczy, że się z nim utożsamiają?
W wyborach startowało kilkadziesiąt partii, właściwie każda dostała jakieś głosy. Każdy byt polityczny może liczyć na sympatię jakichś ułamków elektoratu. Te niecałe 4 procent, jakie głosowało na Kongres, to wykazywały badania przed wyborami, wskazywało UD jako drugą partię w rankingu sympatii. Kiedy słyszę o wątpliwościach, to proponuję spojrzenie z perspektywy przyszłych pięciu, ośmiu lat. Mam nadzieję, że jeżeli nie na medale, to na dobrą pamięć...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)