Arogancka biurokracja kontra pseudoreforma
Polski Trybunał Konstytucyjny miał prawo do orzekania, w jakim stopniu jesteśmy związani unijnym prawem. A równocześnie TSUE ma zasadniczo rację, wytykając polskiej władzy niebezpieczne zabawy sędziowską niezawisłością.
Starcie Polski z Komisją Europejską żądającą wykonania wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydaje się dziś równie nieuchronne, co zderzenie dwóch jadących naprzeciw siebie samochodów. Owszem, mamy przed sobą, być może, w bliższym czasie większe sensacje. Polski rząd dostał od Komisji Europejskiej czas do namysłu, w jakim sosie zjeść tę żabę, ale czeka go już teraz, zaraz, efektowny skok zmierzający do zamknięcia, przejęcia lub marginalizacji telewizji TVN. Po raz kolejny zajrzała mu przy tej okazji w oczy utrata większości parlamentarnej, do czego wszyscy już się przyzwyczaili. A jednak...
Jak się zdaje, czołowi politycy PiS wciąż nie wierzą, że Polskę czekają kary w wysokości mniej więcej 200 tys. euro dziennie. Kary, które nie mają przecież żadnego przewidywanego końca. To nie będzie jednorazowa „grzywna". Na razie można odnieść wrażenie, że ta ekipa waha się między bezwładnym czekaniem a szukaniem jakiejś doraźnej łataniny. Chyba się już nie da.
Zacznę od odpowiedzi na pytanie: co ja na to. Odpowiedź nie zadowoli nikogo. Uważam, że polski Trybunał Konstytucyjny niezależnie od swojej reputacji miał prawo do orzekania, w jakim stopniu jesteśmy związani unijnym prawem. I uważam równocześnie, że TSUE ma zasadniczo rację, wytykając polskiej władzy niebezpieczne zabawy sędziowską niezawisłością.
Unii nie wolno wszystkiego
Przejdźmy...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta