Moment, który nie potrwa wiecznie
Przekonanie, że Ameryka jest skazana na starcie z Rosją, jak za czasów zimnej wojny, nie jest prawdziwe. Ukraina nie jest bowiem dla USA tak kluczowa – zarówno politycznie, jak i ekonomicznie. Warto o tym pamiętać.
Efektowna, ale co zapowiada? – takim pytaniem wstępnym można by skwitować wizytę prezydenta USA Joe Bidena w Ukrainie i Polsce. Dla Jana Rokity (tygodnik „Sieci”) istotne jest nie to, co szef amerykańskiej administracji zapowiedział (bo zaoferował nam głównie pokłady wolnościowej retoryki), ale sam sygnał. Biden zaprzeczył swoją wyprawą na wschód Europy, jakoby Stany Zjednoczone mogły być gotowe na odstąpienie od wspierania Ukrainy czy na partycypowanie w jakimś planie jej podziału na rzecz Putina.
Biden wysyła sygnał
Czy to oznacza jakąś konkluzję? Rokita dopiero co pisał, że Ameryka stanie wkrótce przed prostą alternatywą: porzucić Ukrainę albo zwiększyć swoje zaangażowanie, aż po podjęcie wojny z Rosją. Wbrew pozorom stanowisko Waszyngtonu wobec tej wojny – choć od początku bardziej konsekwentne niż zachodniej Europy – miało różne fazy wahań i samoograniczeń. Czyżby te wątpliwości zaczęły teraz znikać? Rokita do tej myśli wraca, ale nie ma prostej odpowiedzi. Wskazuje, że amerykański prezydent poszedł retorycznie dalej niż przed niespełna rokiem, mówiąc o gotowości „stania u boku Ukrainy”. Wciąż jednak nie postawił kropki nad „i”. Możliwe, że Biden sam jeszcze nie wie, do jakich granic gotów jest na eskalację.
Inni komentatorzy wojny szukają innych odpowiedzi. Według Marka Budzisza uciążliwa dla 80-latka podróż do Kijowa,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta