Znowu w życiu mi nie wyszło
Zazwyczaj opowieści o dorastaniu na prowincji kończą się happy endem w postaci wyjazdu do miasta. W „Drapieżcach chmur” Joanny Lech jest wprost przeciwnie – już w pierwszym rozdziale Leo wysiada z autobusu w rodzinnej wsi z klęską wypisaną na twarzy.
Fabularnie jest tu wszystko, czego można by oczekiwać. Bohater z ludu – odhaczone. Transformacyjna bieda – ok. Emigracja na Wyspy – tak. Alkoholizm i męska depresja – jak najbardziej. Traumy wojenne przekazywane z pokolenia na pokolenie – zaliczone. Pandemia – checked. Wojna w Ukrainie – zdane. Klasowe tarcia i bicie głową w szklany sufit – yes. No dobrze, ale skoro te wszystkie ramki zostały odfajkowane, to dlaczego nie powstała wielka współczesna powieść o Polsce? Oj, to długa historia. Ma 520 stron.
Nigdzie, czyli wszędzie. Nigdy, czyli zawsze
Zacznijmy od tego, że powieść 41-letniej Joanny Lech czyta się bardzo dobrze, przez długi czas z zaintrygowaniem. Napisana jest klarownym stylem, gdzieniegdzie dają o sobie znać poetyckie umiejętności autorki. Książka zbudowana jest z krótkich, trzy-, czterostronicowych rozdziałów, gdzie każdy ma puentę lub stanowi anegdotę. To portret osoby bliskiej, wspomnienie, zapis jakiegoś wydarzenia bądź uczucia głównego bohatera. Jest nim Leo, a w zasadzie Leon, urodzony na bliżej nieokreślonej prowincji w pierwszej połowie lat 80. XX wieku. Pewności co do szczegółów nie ma, można tylko dedukować.
Za sprawą tego niedookreślenia przestrzenno-czasowego tworzy się więc coś na kształt Opowieści – niby o Polsce przełomu XX i XXI wieku, ale jednak pisanej wielką...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

