Cztery rzeczy, o których warto pamiętać, obserwując atak na Iran
Stałe zabijanie przywódców Republiki Islamskiej może nie wystarczyć do zwycięstwa.
W sobotę 28 lutego amerykańsko-izraelska koalicja rozpoczęła ataki na cele w Iranie, w wyniku których już w pierwszych godzinach wojny zabito najważniejszych przedstawicieli władz Republiki Islamskiej, łącznie z ajatollahem Alim Chameneim, gen. Abdulrahimem Musawim (dowódcą sztabu generalnego) oraz ministrem obrony i kluczowymi dowódcami Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Od tej chwili między Iranem i Amerykanami trwa wymiana ciosów.
– Mamy nadzieję, że narodowi irańskiemu uda się obalić obecne władze, ale to nie jest celem naszej operacji – oświadczył sekretarz stanu USA Marco Rubio, dodając, że najsilniejsze ataki na Iran dopiero nadejdą. I choć zaznaczył, że amerykańskie cele mogą zostać osiągnięte bez angażowania sił lądowych, to równocześnie nie wykluczył takiego rozwoju sytuacji. W podobnym tonie wypowiadał się także prezydent Donald Trump. Tyle że ten wprost wzywał Irańczyków do „przejęcia” władzy z rąk obecnego reżimu.
1. Perski patriotyzm nie na sprzedaż
Waszyngton przyjął w ostatnich dniach wygodne założenie, że amerykańskie bomby i rakiety wpisują się w oczekiwania „irańskiej ulicy”. Część doradców Donalda Trumpa idzie jeszcze dalej, sugerując – jak należy wnosić z przecieków medialnych – że wojska lądowe mogłyby domknąć projekt „zmiany reżimu” niczym klamra spinająca „elegancką operację”. To założenie jest jednak z wielu...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)