Local content w samorządach często już działa. Problem mogą mieć aglomeracje
Oczywiście dobrze byłoby mieć możliwość sięgania, tam gdzie się da, po polskich wykonawców. To jednak wymagałoby poluzowania gorsetu, który narzucają na nas przepisy o zamówieniach publicznych i przeszkolenia pod tym kątem kontrolerów – mówią samorządowcy.
Local content, po pierwsze Polska” to rządowy program, który ma sprawić, że organizatorzy przetargów i zamówień finansowanych z pieniędzy publicznych, a więc spółki Skarbu Państwa i instytucje państwowe, tam gdzie się da, będą teraz sięgać po polskie firmy, także prywatne. To wśród nich, z poszanowaniem zasad unijnych, mają w pierwszej kolejności szukać wykonawców swoich inwestycji. Zasady te mają też dotyczyć samorządów.
– Nie może być tak, że środki europejskie lub budżetowe trafiają do samorządu, który nie będzie respektował tej idei – przekonywał niedawno premier Donald Tusk. Zapowiedział, że rząd będzie budował ranking samorządów, który będzie pokazywał, jak poszczególne z nich realizują zasadę local content. – Z tego będą wyciągane konsekwencje. Każdy musi się starać – dodał szef rządu.
Co na to samorządowcy?
Mały problem w małych samorządach
– Problem przestrzegania zasad local contentu raczej nas nie dotyczy, a jeśli już, to w minimalnym stopniu, bo zakładam, że w naszym przypadku 99 proc. inwestycji i zadań realizują polskie firmy, zwykle lokalne – mówi Roman Krupa, wójt Kościeliska. Jego zdaniem zagadnienie to w większym stopniu odnosi się do większych samorządów, zwłaszcza dużych miast, gdzie potencjał wolumenu inwestycyjnego jest znacznie większy, gdzie realizowane są wielusetmilionowe...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
