Płacząc przed obrazami Rothki
Florencka wystawa dzieł Marka Rothki jest testem z historii sztuki, choć nieopresyjnym. Im głębsza znajomość renesansowej i antycznej palety barw, tym więcej tropów w obrazach amerykańskiego artysty do odkrycia. Można się o tym przekonać, słuchając rozmów odwiedzających wystawę.
Monograficzne wystawy artystów rangi Marka Rothki (1903–1970) nie należą do rzadkości. W 2013 r. Muzeum Narodowe w Warszawie zaprezentowało siedemnaście prac ze wszystkich okresów twórczości amerykańskiego malarza. Niedawno, bo w 2023 r. na przekrojowej wystawie w Muzeum Fundacji Louis Vuitton w Paryżu pokazano aż 115 dzieł Rothki. Wieńczące chronologiczną podróż przez twórczość malarza czarno-szare płótna zestawiono z rzeźbami Alberto Giacomettiego. W ten sposób – jak czytamy w opisie wystawy – starano się stworzyć środowisko bliskie temu, co miało stanowić istotę nigdy niezrealizowanego zamówienia złożonego artyście przez francuski oddział UNESCO.
Doświadczenie paryskiej wystawy, dla wielu jej odbiorców, miało charakter totalny. Po zwiedzeniu czterech pięter wypełnionych niefiguratywnymi, ale zarazem niezwykle intensywnymi w odbiorze obrazami można było dojść do wniosku, że trudno lepiej oddać ducha twórczości pochodzącego z terenów dzisiejszej Łotwy malarza.
Co nowego we florenckim spojrzeniu na Rothko?
Twórcy florenckiej wystawy Rothki (wśród nich współodpowiedzialny również za paryską retrospektywę syn malarza Christopher) zdecydowali się na inny klucz do zrozumienia (choć może w przypadku artysty odwołującego się do uczuć, a nie chłodnej kalkulacji trafniejsze byłoby słowo „przeżycia”) twórczości...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

