Mit, który nie dopłynął
To film z ambicji tak wielkiej, że miejscami dusi własną przygodę. Istny upadek z wysokiego konia.
Odyseja” Christophera Nolana wygląda na film, który powinien płynąć szerokim nurtem: Homer, morze, statki, upadek Troi, bogowie, powrót do domu, IMAX i reżyser po triumfie „Oppenheimera”. A jednak przez długi czas to kino stoi – na ekspozycji, ciężkich dialogach i zdaniach wypowiadanych tak, jakby każdy bohater wiedział, że bierze udział w dziele przeznaczonym do Oscarów. To film z ambicji tak wielkiej, że miejscami dusi własną przygodę. Istny upadek z wysokiego konia.
Nolan od dawna marzył chyba o własnym Bondzie. W „Tenet” był najbliżej tego formalnie, w „Mrocznym Rycerzu” emocjonalnie, bo Batman też był u niego tajnym operatorem działającym między prawem, technologią i autokratyzmem. W „Odysei” ta potrzeba wraca w antycznym kostiumie. Odys nie jest tu tylko mężem wracającym do Penelopy. Jest strategiem, człowiekiem misji. Rozpoznaje teren, kłamie, ukrywa zamiary,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
