Krzyk Grzyba
Krzyk Grzyba
Krzyczał na uroczystościach kościelnych i państwowych, pogrzebach i weselach, wrzeszczał, gdy do Lublina przyjechał premier Jerzy Buzek i premier Holandii Wim Kok. Jakby tego było mu mało, pojechał jeszcze do Anglii, aby wykrzyczeć się z równymi sobie. Ma 67 lat, siwe włosy na skroniach i krzyczy głośno, donośnie, z całych sił w płucach, żeby go wszyscy usłyszeli.
Gdy w swoim kolorowym stroju pojawił się w czerwcu na ulicach Chorzowa i zaczął krzyczeć, wszyscy patrzyli na niego jak na dziwaka. "Patrzcie, Napoleon idzie", drwili. On podchodził do każdego i wyjaśniał: "Jestem heroldem miasta Lublina".
Wizytówka Władysława Stefana Grzyba to jego życiorys, życiorys społecznika. Bo Grzyb jest jednocześnie członkiem Zamorskiej Gildi Krzykaczy Miejskich, kanclerzem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Hejnałów Miejskich, kanclerzem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Hejnałów Miejskich, ławnikiem sądu rejonowego, radnym rady osiedla oraz członkiem kilku stowarzyszeń i instytucji, które skrupulatnie wymienia, ale przede wszystkim heroldem królewskiego grodu Lublin. Dla niego to najważniejsze.
Herold od hejnału
- Wiem, że ludzie za moimi plecami mówią, iż jestem jakiś nawiedzony, ale przecież tak wyglądała tradycja, tak było...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta