Historia zakładniczką polityki
Spór o Powstanie Warszawskie powinien być żywy, bo takie spory dają narodowi niezbędny intelektualny ferment. Tylko czy dziś, w czasach, gdy wszystko jest upartyjnione, taka debata ma sens? – rozważa publicysta
Wszystko wskazuje na to, że jeszcze przez lata będziemy zakładnikami absurdalnej dwuwartościowej logiki, zgodnie z którą wszystko musi być albo prorządowe, albo propisowskie. „Prawackie" albo „europejskie". Temu podziałowi została już podporządkowana właściwie każda dziedzina życia.
Wiadomo zatem, że żądania przywrócenia pełnowymiarowej nauki historii są „pisowskie", podobnie jak jakiekolwiek wątpliwości co do oficjalnej wersji katastrofy smoleńskiej. „Pisowskie" są wątpliwości co do stanu polskich finansów, harmonogramu budowy dróg czy bilansu Euro, a także żądanie, aby usunąć z warszawskiej Pragi pomnik wdzięczności armii sowieckiej.
Z kolei najzacieklejsi przedstawiciele obozu „prawdziwych Polaków" nie potrzebują wiele, aby uznać kogoś za zdrajcę sprawy – czy może raczej Sprawy. Przy czym ta sprawa ogranicza się zazwyczaj do niekwestionowania geniuszu Jarosława Kaczyńskiego i nadchodzącego ponoć zwycięstwa PiS. Każdy, kto nie jest tu dość entuzjastyczny, może zostać szybko zakwalifikowany przez jednego z trybunów strony opozycyjnej do kategorii sprzedawczyków z kredytem na karku (jak wiadomo, kredyty biorą jedynie przedstawiciele obozu zdrady).
Dlaczego tak się dzieje – to temat na inną i bardzo obszerną analizę. Przyczyn jest wiele: podatność znacznej grupy ludzi na medialne schematy, łatwość prowokowania emocji i łatwość posługiwania...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta