Zapomniany bunt generacji Z
Represje i obietnice zwiększenia wydatków na służbę zdrowia wygasiły protesty w Maroku. – Pod wieloma względami to państwo autorytarne – mówi „Rzeczpospolitej” analityk Tarek Megerisi.
Agadir to półmilionowe miasto w południowym Maroku nad Oceanem Atlantyckim, popularne wśród europejskich turystów, zwłaszcza wtedy, gdy w Europie brakuje słońca. Kilka kilometrów od plaż, na przedmieściu, jest publiczny szpital noszący imię Hasana II, ojca obecnego króla Maroka Mohameda VI. Teraz wygląda całkiem dobrze, sprawia wrażenie wyremontowanego, ale kilka miesięcy temu stał się symbolem nierówności społecznych w kraju. W krótkim czasie zmarło tam osiem kobiet, które poddano cesarskiemu cięciu. W prywatnych drogich szpitalach i ośrodkach zdrowia, których i w Agadirze nie brakuje, to się nie zdarza, w szpitalu dla zwykłych Marokańczyków się zdarzyło.
Śmierć ośmiu kobiet była zapalnikiem buntu, który tlił się już wcześniej. Podsycany wysokim bezrobociem wśród młodzieży, poczuciem niesprawiedliwości i braku perspektyw w kraju, który w związku z prestiżowymi imprezami piłkarskimi, Pucharem Narodów Afryki na przełomie 2025 i 2026 r. oraz Mundialem w 2030 r. (organizowanym razem z Hiszpanią i Portugalią) realizuje wielkie projekty infrastrukturalne.
Pod koniec września zaczęły się protesty, głównie młodzieży, które przeradzały się w walki z policją i służbami. Pierwszy był Agadir, a potem wiele innych miast,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

