Putin neguje stalinowskie zbrodnie
Nastroje antyukraińskie w Polsce są efektem spóźnionej reakcji politycznej – mówi Thomas Urban, niemiecki publicysta, autor książek, ekspert zajmujący się Europą Wschodnią.
Rosyjska propaganda od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie za główny cel stawia sobie rozbijanie sojuszu polsko-ukraińskiego, który jest kluczowy dla pomocy wojskowej i humanitarnej dla Kijowa. Jaką wykorzystuje do tego narrację?
Wołyń, zbrodnie banderowców, ekshumacje, bolesne, stare rany. Ta narracja jest ciągle powtarzana, zatem widać, że to leży w interesie Rosji. Jako obserwator rozumiem ból polskiej strony, ale myślę też, że teraz jest wojna i problematyczne może być to, gdy politycy stawiają warunek, iż „macie załatwiać ten bolesny temat, a być może dzięki temu wtedy wam pomożemy”. Tak to jest odbierane w Niemczech.
Rosjanie twierdzą też, że Polska jest skłonna do rewizji granic i wchłonięcia „utraconych ziem II RP”.
Tak, ale to jest chybiona narracja, bo nie przekłada się na praktykę polityczną. Nie ma żadnej ważnej partii, która stawia taki postulat. Ale np. były rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew ciągle ten argument powtarza. Podobnie kierowane są przekazy do AfD w Niemczech, gdzie przypomina się, że to Rosja może pomóc odzyskać Pomorze, Śląsk, a nawet zaakceptować wspólne zarządzanie w Królewcu. Zatem ten przekaz jest modyfikowany, kierowany do konkretnych grup społecznych.
O ile na początku wojny Polacy byli odporni na taką narrację, teraz z licznych badań wynika, że wzrosły nastroje...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)