Kraje arabskie kombinują, jak ominąć Ormuz
Ropa drożałaby w ostatnich tygodniach pewnie dużo bardziej, gdyby Arabia Saudyjska nie miała rurociągu prowadzącego do terminala nad Morzem Czerwonym. Region potrzebuje jednak więcej takich inwestycji infrastrukturalnych. Skorzystałby na nich cały świat.
Amerykańsko-izraelska wojna z Iranem wyraźnie pokazała, że kondycja gospodarki światowej jest w dużym stopniu zależna od wąskiego gardła, którym jest cieśnina Ormuz. Przed wojną przepływały przez ten szeroki na 60–90 km pas wody tankowce przewożące blisko 20 mln baryłek ropy dziennie. Trwająca ponad miesiąc wojna (która wciąż może zostać wznowiona) doprowadziła do załamania dostaw surowca głównie do krajów azjatyckich i spowodowała ostry wzrost cen paliw na rynkach.
Sytuacja byłaby jeszcze gorsza, gdyby Arabia Saudyjska nie przekierowała dużej części eksportu ropy przez rurociąg Wschód-Zachód, prowadzący do terminalu naftowego Yanbu nad Morzem Czerwonym. O ile przed wojną przepływało tam około 770 tys. baryłek surowca dziennie, to na początku kwietnia wykorzystywano już pełne moce przesyłowe tego rurociągu wynoszące 7 mln baryłek dziennie (z czego 2 mln trafiało do saudyjskich rafinerii, a reszta na eksport).
Saudyjski rurociąg Wschód-Zachód zbudowano w latach 80., w czasie wojny między Irakiem a Iranem, w ramach której atakowane były też tankowce państw neutralnych w Zatoce Perskiej. Z perspektywy czasu budowa tej energetycznej trasy przesyłowej okazała się genialnym posunięciem. Częściowa blokada cieśniny Ormuz sprawiła, że odżyły inne pomysły na projekty infrastrukturalne mające zmniejszyć zależność państw regionu od...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

