Lubię dużo wiedzieć
Jarosław Hampel, wicelider mistrzostw świata na żużlu, o ryzyku, podróżach i nurkowaniu
Rz: Żużlowcy często słyszą od rodzin: zwolnij, sprzedaj motocykle, to jest zbyt niebezpieczne?
Jarosław Hampel: Moja żona wie, że to nie miałoby sensu. Rozstanie z torem nie wchodzi w grę. Kocham żużel. Nie jest całym moim światem, nie oddycham metanolem. Ale zależy mi na wyniku i chcę mieć radość ze ścigania. Kilka lat temu Tony Rickardsson, sześciokrotny mistrz świata, powiedział mi w Cardiff, że chęć zwyciężania trzeba mieć zakodowaną w sercu. Namalować sobie cel na tarczy, takiej jak do rzutków, i starać się trafić w dziesiątkę. Pilnuję każdego szczegółu, nie chcę zarzucić sobie kiedyś, że nie zostałem mistrzem świata, bo zaniedbałem jakiś drobiazg. Ale w tym zwariowanym świecie to rodzina daje mi poczucie, że warto robić coś poza sportem.
Wielu mistrzów, nie tylko sportów motorowych, bo również tenisiści, jak John McEnroe, uważało że obecność bliskich na zawodach nie służy sportowcowi. Zaprosiłby pan rodzinę, gdyby stawką był tytuł mistrza świata?
Nie paraliżuje mnie świadomość, że oni są na trybunach. Ale potrzebuję samotności przed zawodami. Pół godziny przed meczem mógłbym zamknąć się w ciemni. Czuję się wtedy jak wojownik. Nikt nie wkracza na terytorium mojego państewka. Moi mechanicy wyczuwają ten moment, kiedy powinni zamilknąć. Nie muszę im nic mówić.
A jest pan ostrożniejszy, od kiedy żona i córka czekają w...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta