Nos in vitro
Szwajcarskim uczonym udało się coś wielkiego – otóż wreszcie da się przewidzieć, czy coś będzie dla nas wonne, czy nie. Odkrycie z daleka pachnie wielkimi zyskami dla przemysłu perfumeryjnego.
Kogo poruszały „Pachnidło” czy „Jasminum”, a czytając te liczne fragmenty „W poszukiwaniu straconego czasu”, gdzie wspomnienia wywołane są smakiem i aromatem dość banalnego ciastka rozmoczonego w lipowej herbacie czy zapachami leków, talku, naftaliny, perfum, sam czuł te zapachy? Takich osób, dla których wrażliwość na zapachy jest istotną częścią codzienności, a pamięć aromatów jest równie ważna, co wzrokowa lub słuchowa, jest sporo. Nie mamy wprawdzie takich umiejętności rozpoznawania różnorodnych substancji wonnych, jak psy (czy znacznie bliżej z nami spokrewnione świnie), ale jak wszystkie stworzenia od czasów najdawniejszych rozpoznajemy cząstki chemiczne obecne w dookolnym środowisku, aby od nich uciekać – bo np. sygnalizują coś trującego, lub ku nim podążać – chociażby dlatego, że informują, iż w pobliżu znajduje się pokarm.
Im organizm „wyższy ewolucyjnie”, tym ów zmysł robi się bardziej skomplikowany, aż wreszcie my, kręgowce, mamy od tego największą część mózgu zwaną węchomózgowiem. Żeby pociągnąć kwestie ewolucyjne, z tego oto węchomózgowia pewnych ryb pochodzi biologicznie to, z czego my ludzie szczycimy się najbardziej, a mianowicie nasza pofałdowana kora mózgowa. Sugeruje to, że z jakichś neurobiologicznych i ewolucyjnych względów był to element najbardziej podatny...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
