Ulepieni z innej gliny
Sport nigdy nie był i nie będzie całkowicie bezpieczny, a jeśli ktoś wychodzi na boisko, na parkiet albo na lodowisko, powinien mieć z tyłu głowy, że może się zdarzyć groźny wypadek. Zawodnicy radzą sobie z tym różnie.
Kiedy na ring wychodzi bokser albo zawodnik mieszanych sztuk walki, liczy się z tym, że nie zejdzie bez uszczerbku na zdrowiu. Takie życie wybrali i jeśli tylko walczą według wyznaczonych reguł, nie próbują oszukiwać, zadawać niedozwolonych ciosów, to nikt nie powinien mieć do nich pretensji, jeśli zrobią komuś krzywdę. Sami też nie powinni się wtedy zgłaszać z wątpliwościami. Można taki sport oceniać różnie, dla wielu zawodowe bicie się jest przekroczeniem nieprzekraczalnych granic, ale jest to legalne, a nawet bywa nazywane „szlachetną szermierką na pięści”.
W zdecydowanej większości dyscyplin o takich zdarzeniach się jednak nie myśli. I chociaż może boleć i często boli, bo zdarzają się złamania, zwichnięcia, zerwania czy po prostu siniaki, to powinno być bezpiecznie w ramach ustalonych granic. Wiadomo, że można odnieść kontuzję, ale pewne rzeczy nie powinny się po prostu wydarzyć.
Można takie rzeczy nazwać pechem, można przeznaczeniem. Można z tym walczyć albo się na to godzić. Na pewno trzeba się przed tym zabezpieczać, bo technologia oferuje dzisiaj więcej możliwości niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ta druga postawa, czyli podświadome pogodzenie się z tym, że coś może się zdarzyć, a jednocześnie wyparcie pod hasłem „mnie to nie spotka”, jest chyba powszechniejsze wśród sportowców. Ci ludzie po prostu kochają swoje dyscypliny, na dłuższą metę nie mogą wytrzymać bez adrenaliny i do...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
