Dajemy się łapać na inscenizacje Rosjan
Najgroźniejsza hipoteza, z jaką możemy się dzisiaj zetknąć, jest taka, że Rosjanie organizują akcje sabotażowe, żeby odciągnąć uwagę polskiego kontrwywiadu od operacji, które mogą mieć miejsce na dużo wyższych poziomach administracji.Rozmowa z ppłk. rez. dr. Markiem Świerczkiem, byłym oficerem ABW zajmującym się problematyką rosyjską
Po wydaleniu setek rosyjskich dyplomatów i oficerów wywiadu z Europy kremlowskie służby straciły sieć profesjonalnych agentów pod przykrywką. Na ile skomplikowało to realizację rosyjskich celów w Polsce?
Sowieci od lat 20. XX wieku przyjęli prostą zasadę. Zawsze istniały dwie grupy: linia nielegałów, czyli tych, którzy działali bez przykrycia dyplomatycznego, i linia działająca pod przykryciem dyplomatycznym – byli to funkcjonariusze służb specjalnych ulokowani w przedstawicielstwach Związku Radzieckiego, a później Federacji Rosyjskiej. Przy czym większość poważnych operacji w ostatnich latach była realizowana z pozycji nielegalnej. To wynika z faktu, że przedstawicielstwo dyplomatyczne jest stale obserwowane przez kontrwywiad.
Ale nielegałowie mogą przecież otrzymać wsparcie ze strony funkcjonariuszy, którzy są w strukturach placówek dyplomatycznych?
Niekoniecznie. Wystarczy popatrzeć na historię nielegałów w Stanach Zjednoczonych. Oni w zasadzie byli łącznikowani z poziomu centrali, mieli kontakt z kurierami, którzy przekazywali im zadania z pominięciem placówek dyplomatycznych. Na tym polega istota działania nielegała. Chodziło o to, aby łatwo nie można było go namierzyć. Aktywność dyplomatów miała na celu...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
