Grenlandia nie szuka kupca
Rola Grenlandii w obronie Zachodu nie jest niczym nowym. Nowością jest natomiast język własności i transakcji.
W podstawówce w klasie wołali na niego „Czekolada” – wspomnienie, do którego wraca z goryczą i którego nie rozwija. Nikolaj jest krępy, ma delikatne rysy i nieśmiałość w oczach. Gdy się poznajemy, ma trzydzieści dwa lata i pracuje jako elektryk na terenie całej Grenlandii. Montuje instalacje przeciwpożarowe i systemy alarmowe dla duńskiej firmy. Pochodzi z Ivittuut, opuszczonego miasteczka górniczego na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy. Najbardziej lubi jeść suszone mięso z narwala i niedźwiedzia polarnego, choć rzadko to robi – brakuje pieniędzy albo okazji. W rozmowach z innymi Inuitami brzmi sztywno, ale dogadują się. Na co dzień mówi głównie po duńsku. (…)
Filozoficzny rozdźwięk
Grenlandia jest pod duńskim panowaniem od ponad czterystu lat. Dla Inuitów takich jak Nikolaj odległa reprezentacja w Kopenhadze jest trochę jak powrót do szkolnych lat. Sprowadzeniem do roli obywateli drugiej kategorii na własnej ziemi. Od 2008 r. władze Grenlandii podejmują kolejne kroki w stronę niepodległości. Choć formalnie mają prawo w każdej chwili ogłosić pełną suwerenność, wyspa wciąż opiera swoją gospodarkę na dotacji z Danii – 511 milionów dol. rocznie. Grenlandzki parlament zawiaduje edukacją i ochroną zdrowia, ale polityka zagraniczna i wymiar sprawiedliwości pozostają...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)

