Kontroferta
Wolnorynkowość i europejskość to nie sprzeczność. To jedyna spójna strategia dla kraju na dorobku, który chce przestać być montownią, a zacząć być właścicielem technologii – pisze polityk.
Aż 60 proc. wyborców Konfederacji głosuje na to ugrupowanie jako na mniejsze zło. Nie dlatego, że akceptują całość jej programu – często wręcz przeciwnie. Rozważają taki głos, bo po stronie koalicyjnej zbyt mało mówi się poważnie o gospodarce: o podatkach, które nie karzą za pracę, o państwie, które nie traktuje przedsiębiorcy jak podejrzanego, o energii, której koszt nie rujnuje przemysłu. To jest największa niezagospodarowana luka na polskiej scenie politycznej.
To nie jest pomysł na koncesjonowany dodatek do największej partii koalicji, bo satelitów nikt nie traktuje poważnie – ani wyborcy, ani koalicjanci. Poważne ugrupowanie musi startować samodzielnie, z ofertą wyrazistą, przewidywalną i bezkompromisową programowo.
Bezkompromisowość zaczyna się od konkretnych głosowań
Bezkompromisowość to nie retoryka. To gotowość powiedzenia „nie” własnym koalicjantom, gdy proponują rozwiązania na kredyt – jak choćby projekt ustawy o wsparciu emerytalnym dla artystów. Nie w formule szantażu, ale jako jasny sygnał: mamy własne poglądy i własny elektorat, wobec którego jesteśmy lojalni. Tak buduje się wiarygodność w polityce – konsekwencją zapowiedzianą z wyprzedzeniem, nie tłumaczeniami po fakcie.
Potrzebujemy w Polsce formacji wolnościowej i jednocześnie proeuropejskiej, bo wbrew...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
