Nigdy się nie zgrałem
Nigdy się nie zgrałem
FOT. MICHAŁ SADOWSKI
Prawnik i dyplomata. W czasie II wojny był żołnierzem AK, brał udział w Powstaniu Warszawskim. Wpis na listę adwokatów uzyskał w 1950 roku. Bronił oskarżonych w sprawach karnych, a także opozycjonistów w procesach politycznych. W latach 1989 - 90 był sędzią Trybunału Stanu. Od 1990 do 1994 roku reprezentował Rzeczpospolitą Polską jako ambasador w Wielkiej Brytanii i Irlandii.
W karty można grać z nudów, dla pieniędzy, towarzystwa albo z namiętności. Co pana pociągnęło do brydża?
- Łaska Boska uchroniła mnie przed nudą. Brydż był dla mnie zajęciem towarzyskim. Grywałem, żeby spotkać się ze znajomymi.
Są dwie szkoły: w brydża wtajemnicza rodzina, ciotki, kuzyni albo koledzy na przerwach w gimnazjum. Jak pan zaczynał?
- Podglądałem, jak grają dorośli. Do brydża siadała moja matka i bardzo to lubiła. Za to ojciec nie znosił. Miałem dziewięć lat, kiedy zacząłem grywać. Chciałem zaimponować rodzinie, że nie tylko oni potrafią, że ja, szczeniak, też mogę. Przypominało to brydża tylko z nazwy, bo z kolegami przed licytacją oglądaliśmy wzajemnie swoje karty i głośno się naradzaliśmy.
To chyba nie udało się nikomu zaimponować?
- Kiedyś kibicowałem dorosłym. Akurat zabrakło im czwartego. Po długich...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta