Na półce, dopóki nie strzeli
Co jemy
Na półce, dopóki nie strzeli
Rynek żywnościowy wydaje się dostatni. Został zapchany towarami, o których za czasów komuny mogli marzyć jedynie klienci Pewexów. Mieni się wszystkimi barwami południa: daktyle z Francji, pakowane w folie jabłka wprost z Australii, grzyby z Chin, czekolady ze Szwajcarii, kakao z Holandii, kilkadziesiąt gatunków gum do żucia, soki, napoje, sery, konserwy, przyprawy z całej Europy.
Dostatni, jednak nie znaczy zdrowy. Spośród ogromnej gamy towarów najwięcej bubli jest w branży spożywczej. Żądni zysku importerzy nie sprowadzają towarów najlepszych, najdroższych. Zwykle sięgają po te, które zalegają półki sklepów zachodnich, gorszej jakości, o sztucznie przedłużonej trwałości, przeterminowane, wycofane z handlu lub których sprzedawanie w kraju producenta jest niedozwolone ze względu na toksyczne dodatki.
Nie lepszej jakości produkty oferują producenci polscy. Kwestionowane są na ogół wyroby mleczarskie, mrożonki, a ostatnio nawet żywność dla dzieci i niemowląt: bobo-fruty i "Bebiko".
Co trzeci sklep w Polsce
handluje żywnością przeterminowaną. Tą z importu i od rodzimych producentów -- twierdzi Państwowa Inspekcja Handlowa. Zdaniem Federacji Konsumentów około 60 proc. towarów...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)