Robaki, ludzie i cukier
Robaki, ludzie i cukier
To była pierwsza wiosna podczas stanu wojennego. I pierwsza dżdżownica, która wtedy wyszła spod ziemi. Nie zauważyłbym jej, gdyby nie 7, 8-letnia dziewczynka, idąca przede mną piaszczystą ścieżką przez placyk między blokami. Zaalarmował mnie jej nagły okrzyk, gdy zatrzymała się na ścieżce: u jej stóp leżała rozerwana papierowa torebka i bieliło się coś sypkiego.
Podszedłem. Rozpacz dziecka, któremu wypadł z ręki ubogi przydział kartkowy cukru, nie miała granic. Zgarniała go niezmiernie razem z ziemią i łkała, że babcia dała jej kartkę, kazała uważać... a ona uważała... i sama nie wie, jak to się...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
