Na lotnisku
Byłem najmłodszym etatowym przewodniczącym zarządu zakładowego ZMP w dzielnicy. Drugi w kolejności wieku miał dwadzieścia lat, a trzeci, Słowikowski z WSK, dwadzieścia dwa. To niewątpliwie dawało satysfakcję. Lecz nie wywyższałem się, próżność i pychę trzymałem w ryzach. Wiedziałem, że należy być z ludźmi, nigdy ponad nimi. Tego przykazania uczyli na odprawach w zarządzie wojewódzkim na Dworkowej. Autorytet zwierzchnika winien być niezauważalny i skuteczny.
W chybotliwej ciężarówce, zawożącej nas do pracy, fundowałem prawicę mechanikom pokładowym i naziemnym, pilotom i nawigatorom, stewardesom, biuralistkom i pracownikom zaplecza gospodarczo-sanitarnego. Śmiałem się ochoczo z porannych, sprośnych kawałów, które opowiadali sobie mężczyźni między pierwszym haustem papierosowego dymu i charczącym pokasływaniem. Szeroką, żwirową drogą dojeżdżaliśmy do celu. Na lotnisku w budynku administracji zajmowałem niewielki pokój. Umeblowanie składało się z metalowej szafy koloru brudnozielonego, stojaka z półkami, stołu i kilku krzeseł. Oprócz portretów wodzów światowej rewolucji i prezydenta Bieruta ściany ozdabiały dwa mniejsze wizerunki bohaterów ruchu młodzieżowego podczas okupacji: Hanki Sawickiej i Janka Krasickiego. Organizacja stanowiła strukturę pięciu kół: hangar pierwszy, hangar drugi, baza remontowa i frakcja...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)