Katastrofa w pułku
Być może ktoś z załogi prezydenckiego tupolewa popełnił błąd, ale znacznie poważniejsze błędy popełniono wcześniej. Kto dopuścił do tego, że w elitarnym pułku najbardziej doświadczonymi kapitanami byli oficerowie ze stażem dowódczym mniejszym niż dwa lata?
Załoga feralnego lotu Tu-154M do Smoleńska składała się z utalentowanych młodych oficerów. Staż nie pozwala ich nazwać superdoświadczonymi lotnikami ani tym bardziej elitą. Najmłodszy z nich – nawigator – miał wylatanych na tym samolocie niecałych 60 godzin. Mitem jest, że załoga była zgrana – wcześniej w tym składzie wylecieli tylko raz, z pomocą humanitarną dla Haiti. Choć lecieli na smoleńskie lotnisko wojskowe, gdzie raczej nie mówi się po angielsku, nikt w kokpicie nie przeszedł kursu komunikacji z wieżą w języku rosyjskim. Za to wszystko trudno winić załogę – lotnicy wykonywali rozkazy. Być może nie powinni schodzić do lądowania w tak trudnych warunkach, być może popełnili błąd – ale tego, póki nie skończy się śledztwo, nie wiemy na pewno.
Na pewno można postawić pytanie: Dlaczego nie polecieli ludzie bardziej zgrani, doświadczeni, mający certyfikaty znajomości języka rosyjskiego? Kto o tym decydował?
Podporucznicy
Arkadiusz Protasiuk, Robert Grzywna – piloci Tu-154M podczas nieszczęśliwego lotu – byli rówieśnikami. Obaj w 1997 roku skończyli Wyższą Szkołę Oficerską Sił Powietrznych w Dęblinie.
Zaraz po ukończeniu szkoły jako podporucznicy trafili do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, w którym – jak od miesiąca zapewniają generałowie – lata elita pilotów, ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo najważniejszych osób w polskim...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta