Zadziorny apel o pojednanie
W orędziu o stanie państwa Donald Trump apelował o jedność i współpracę obu partii. Ale i dolewał oliwy do ognia.
– Razem możemy przełamać dekady politycznego zastoju, zbudować mosty, zagoić stare rany, znaleźć nowe rozwiązania – mówił prezydent Trump w wystąpieniu przed połączonymi izbami Kongresu, przedstawiając swoje przesłanie jedności. – Musimy odrzucić politykę zemsty i oporu oraz otworzyć się na współpracę, kompromis i wspólne dobro – dodał, zachęcając ustawodawców obu partii do podjęcia wspólnych działań.
Sam zaburzył jednak swe przesłanie, gdy zaczął mówić o kwestiach imigracyjnych, w których czołowe miejsce zajmuje jego walka o uzyskanie pieniędzy na uszczelnienie południowej granicy.
– Mury przynoszą efekty i chronią życie – mówił prezydent, po raz kolejny strasząc kartelami narkotykowymi, przemytnikami ludzi i przestępcami, którzy – jak podkreślał – przedostają się przez nieszczelną granicę na teren USA, zagrażając Amerykanom. Ponowił swój apel o porozumienie między partiami w celu przyznania budżetu na mur, ale nie wspomniał słowem o tym, na czym zależy demokratom, czyli sposobom legalizacji Dreamers (imigrantów, którzy trafili do USA jako dzieci). – Współczucie dla nielegalnych imigrantów nie jest miłosierdziem, jest okrucieństwem – stwierdził dobitnie prezydent, dodając, że klasa pracująca cierpi z powodu zatłoczonych przez imigrantów szpitali i szkół, oraz...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
