Kościół słaby
Donald Tusk wrócił. Od odpowiedzi na pytanie, czy zmieni to cokolwiek w polityce, są lepsi ode mnie, więc zatrzymam się tylko nad jedną kwestią: nad jego wypowiedziami na temat Kościoła. Co one oznaczają? Jakie jest ich intelektualne zaplecze? I co mówią nam nie tyle o polskiej polityce, ile o polskim Kościele?
Zacznijmy od kwestii oczywistej. Tusk jest i pozostaje politykiem swojego pokolenia. Jest tylko nieco młodszy od Jarosława Kaczyńskiego i (nieco więcej, ale to nadal to samo doświadczenie) od Adama Michnika, a to oznacza, że w pewnych kwestiach myśli tak samo. I tak jest w kwestii roli katolicyzmu. I Michnik, i Kaczyński mówią to samo: Polska bez katolicyzmu będzie gorsza, a nie lepsza, a Tusk ujmuje rzecz nieco inaczej i stwierdza, że „nie uważa, żeby świat bez Boga był lepszy (...) dokładnie odwrotnie". Cała trójka nadaje więc na tych samych falach i niezależnie od ich własnej religijności bądź jej braku (nie moją rolą jest ocenianie tego) na tym założeniu opiera się ich polityczny stosunek do Kościoła....
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)