Syberia – dziecko rosyjskiego kolonializmu
Rosja wisi na cienkim włosie imperialnej przemocy, ale sami Rosjanie wiedzą najlepiej, jak szybko może się od byle powiewu historii przewrócić.
Ta wielka święta Rosja, której z takim zapałem strzeże przed zakusami Zachodu Władimir Władimirowicz Putin, nie jest ani tak święta, ani tak starożytna, jak się wydaje. Ani jakoś szczególnie integralna, ani niezniszczalna.
Przywykliśmy patrzeć na monstrualne ciało imperium jak na niemal niekończącą się krainę, rozciągniętą między nizinami wschodniej Europy a odległymi wybrzeżami wschodnich mórz: Ochockiego, Czukockiego i Beringa. Tak opisana Rosja to kraj niebywałych przestrzeni i nieskończonych zasobów zajętych pokojowo za carskich czasów. W rosyjskiej narracji historycznej nie istnieje taka kategoria jak kolonializm, choć pozyskiwanie ziem, zwłaszcza wschodnich i południowych terenów państwa, było czystą ekspansją kolonialną. Co ciekawe, chronologicznie ekspansja ta była równoległa, a nawet wydarzyła się nieco później niż hiszpańskie podboje w Ameryce Łacińskiej.
Inna specjalność rosyjskiej narracji historycznej to kompletne lekceważenie poprzednich mieszkańców zauralskiego wschodu, sprowadzające ich do prymitywnych plemion zbieraczy i nomadów. Byli w tej legendzie wyznawcami szamanizmu, nie wytworzyli zaawansowanych kultur, nie pozostawili po sobie istotnego cywilizacyjnego śladu. Ano nie, to taka sama nieprawda jak moskiewski tytuł do ziem między Donem i Dnieprem, o które toczy się...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta