Maduro ujęty. Ale junta przeżyła
Będziemy teraz bezpośrednio zarządzać Wenezuelą – zapowiedział Donald Trump. Czy to oznacza, że Ameryka szykuje się do zajęcia kraju?
Nie do końca wiadomo, dlaczego Amerykanom tak łatwo przyszło schwytać w sobotę nad ranem Nicolása Maduro i wysłać go do USA. Donald Trump zapewniał, że to efekt sprawności amerykańskich sił zbrojnych i wielu miesięcy przygotowań. Nie da się jednak wykluczyć, że Waszyngton za plecami Maduro ułożył się z wenezuelskimi wojskowymi. Trump dał do zrozumienia, że wiceprezydent Delcy Rodriguez, teraz głowa państwa, mógłby pomóc Amerykanom.
Reżim Maduro od lat przygotowywał się na scenariusz, który rozegrał się w ten weekend. Kiedy jednak o drugiej nad ranem lokalnego czasu Amerykanie zaczęli bombardować kluczowe obiekty wojskowe w Caracas i poza stolicą, w tym bazy Fuente Tiuna i La Carlota, nie napotkali praktycznie na żaden opór. Nad stolicą widać było powoli przelatujące helikoptery Chinook – teoretycznie łatwy cel dla wenezuelskiej armii.
A przecież Wenezuela zbudowała system obrony powietrznej, na który składały się m.in. rosyjskie pociski S-300 i Buk. Nie użyła go, bo okazał się niesprawny? Czy też wenezuelscy wojskowi użyć go nie chcieli? Jak powiedział Trump, Amerykanie nie stracili w tej...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
