Sanktuarium cierpienia
Patrzę na chorych: jedni modlą się z żarliwością, na jaką człowiek zdrowy rzadko umie się zdobyć, wpatrują się w ołtarz z dziecięcą ufnością, zbyt głośno wymawiają nabożne słowa, drudzy stoją obojętnie, wsłuchani w toczące się w nich życie, odległe od realnego, lecz może bliższe temu wiecznemu, nieogarnionemu przez czas ani przestrzeń.
Idą wszystkimi dróżkami szpitalnego parku, paradują statecznie w niedzielnych strojach, kierując się w stronę wieżyczek małego kościółka obmytego słońcem. Park znieruchomiał i stał się jakby bardziej przestrzenny. Stare drzewa stoją godniej, przycichły wrony, a budynki z zakratowanymi oknami i ciężkimi drzwiami szczelniej tłumią zamknięte w nich życie. Co jakiś czas z któregoś z pawilonów chorzy wychodzą na ścieżki, które wiodą do szpitalnej kaplicy.
Kolorowe chustki na głowach kobiet, jasne, wiosenne płaszcze lub elastyczne sweterki, a w rękach nieporęczne, nienoszone na co dzień torebki podkreślają odświętność ich stroju. Mężczyźni świeżo ogoleni, w białych koszulach, rozpiętych kurtkach lub płaszczach. Tylko niektórzy pacjenci idą w szlafrokach przykrywających zmięte piżamy, przypominając swoim wyglądem, że nie jest to zwykły niedzielny poranek gdzieś na polskiej wsi czy w małym miasteczku, lecz w szpitalu, gdzie się leczy niepojęte dolegliwości zwane chorobami duszy.
Wszyscy oni dołączają do idących grupami mieszkańców okolicznych domów, jakby ten pierwszy dzień tygodnia dawał im szczególne prawo do zrównania się ze zdrowymi. Nikt nie zauważa ich niezdarnych, drobnych kroków stawianych przez spętane drżeniem nogi, oczu nieruchomo wbitych w ziemię, rozszeptanych ust...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)


