Szkodliwa iluzja bezklasowego społeczeństwa
Ulegamy w Polsce myśleniu, że klasy społeczne nie istnieją, że wszyscy mają takie same szanse i takie same potrzeby. Ma to praktyczne konsekwencje – nie nazywając otwarcie rozmaitych grup interesów, trudniej jest reagować na ich problemy i skutecznie rozwiązywać spory między nimi.
Pod koniec grudnia mogliśmy być świadkami dyskusji na portalu X (dawniej Twitter) toczącej się wokół pozornie błahego tematu. Oto bowiem prezydent Karol Nawrocki, odwiedzając pewną polską rodzinę, zdjął buty, wchodząc do jej domu. Zdjęcia jego stóp w skarpetkach trafiły do mediów społecznościowych, gdzie niemal natychmiast stały się obiektem krytyki. Zaczęło się grupowe roztrząsanie – czy wypada, czy może nie wypada tego robić. Pojawiały się argumenty kulturowe, etnograficzne, meteorologiczne, a nawet próby naukowej analizy higieniczności podeszwy butów. Nad tym wszystkim unosił się też wielki nieobecny – istotny, choć nienazwany aspekt tej sprawy, a mianowicie jej wymiar klasowy.
Osobiście kultywuję zwyczaj zdejmowania butów. Nawet jeśli czasem czuję się z nim niekomfortowo, to jest w nim jakiś sakralny ryt, symbolicznie oddzielający świat zewnętrzny od wnętrza domu. Jednocześnie mam świadomość, że moje przekonanie nie jest obiektywnie lepsze od innych, a wynika wyłącznie z tła społecznego, w jakim się wychowałem. Jest dla mnie oczywiste, że ludzie wywodzący się z odmiennych środowisk, ukształtowanych przez miejsce zamieszkania, wykonywany zawód, tradycje rodzinne czy hierarchię wartości będą podchodzić do tego zwyczaju na różne sposoby.
Z jakiegoś jednak powodu dla setek internautów komentujących sprawę...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
