Japonia nie ufa Donaldowi Trumpowi
Amerykański prezydent wstrzymał pomoc dla Ukrainy. Czy zostawiłby również Japończyków w obliczu chińskiego zagrożenia? Tokio woli się na taki scenariusz przygotować.
Japończycy dzielą bazę marynarki wojennej Yokosuka w pobliżu Tokio z Amerykanami. Ale to nie jest równy podział. Po jednej stronie większość nabrzeży jest pustych. Tylko przy niektórych stoją niewielkie okręty. Powiewają nad nimi bandery Wschodzącego Słońca, te same, pod którymi Japończycy zaatakowali 7 grudnia 1941 r. Pearl Harbor, wypowiadając wojnę Stanom Zjednoczonym. Dziś to jednak znak rozpoznawczy Japońskich Sił Samoobrony, bliskiego sojusznika Ameryki.
– Reszta jednostek wyszła w morze – tłumaczy „Rzeczpospolitej” kapitan Nishio Minoru, wskazując na Zatokę Tokijską i dalej bezkres wód Pacyfiku.
Nabrzeże po drugiej, amerykańskiej stronie portu to już inna bajka. Tu góruje George Washington, jeden z największych lotniskowców świata o napędzie atomowym. Wokół niego niszczyciele i cała armada jednostek ochrony. Na pokładzie dziesiątki myśliwców. To widok, który w pewien sposób streszcza politykę bezpieczeństwa Japonii ostatnich ośmiu dekad. Rodzime jednostki odgrywały w niej tylko pomocniczą rolę dla chroniącej Japończyków Ameryki. Baza Yokosuka, którą po drugiej wojnie światowej Japonia oddała Amerykanom, wpisywała się w mnogość innych instalacji amerykańskich na całym archipelagu. Dziś stacjonuje tu łącznie przeszło 50 tysięcy amerykańskich żołnierzy.
Sojusz nie tak...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
