Japonia nie ufa Trumpowi
Od 80 lat Kraj Wschodzącego Słońca opiera swoje bezpieczeństwo na aliansie z USA. Czy to się zmieni?
Oficjalnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Przyjmując w październiku w Tokio Donalda Trumpa, premier Sanae Takaichi zapewniła, że „nie ma lepszego sojuszu na świecie niż ten, który łączy Japonię ze Stanami Zjednoczonymi”.
Jednak Japończycy z uwagą obserwują przebieg wojny w Ukrainie. I widzą, że po dojściu Trumpa do władzy, Ameryka przestała wspierać walczący z Rosją kraj. Są też zaniepokojeni groźbami Białego Domu aneksji Grenlandii czy przekształcenia Wenezueli w amerykański protektorat. To są sygnały, że dla USA priorytetem staje się budowa własnej strefy wpływów na Zachodniej Półkuli.
Czy powstrzymanie Chin zejdzie w tej sytuacji dla Amerykanów na dalszy plan? W Tokio wolą nie ryzykować. Kraj forsownie odbudowuje siły zbrojne, aby w razie czego samodzielnie stawić czoła Pekinowi.
Można też usłyszeć rozważania, czy Japonia nie powinna mieć własnej broni jądrowej. Ale to niezwykle trudna debata w jedynym państwie świata, które padło ofiarą jądrowego ataku.


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)