Teleporada musi być bezpieczna
Dzięki telemedycynie pacjent, który nie może szybko dostać się do lekarza rodzinnego, nie pozostaje całkowicie bez pomocy – przekonuje Krzysztof Żuralski, prezes Stowarzyszenia Lekarzy Telemedycyny.
Jaka jest dziś skala wykorzystania telemedycyny w Polsce?
To zależy od specjalizacji. Najczęściej jest wykorzystywana w medycynie rodzinnej. W 2020 r., w szczycie pandemii, teleporady stanowiły nawet 70–80 proc. wszystkich wizyt, potem ich udział ustabilizował się na poziomie około 12–15 proc. konsultacji w POZ. Choć możliwość zdalnej konsultacji bywa dla pacjentów wygodna, dla części przychodni wyzwaniem jest system zapisów. Zdarza się, że pacjent umawiany jest na konkretny dzień, a nie godzinę, przez co przez cały dzień musi być pod telefonem i czekać, aż lekarz zadzwoni.
Rozwój telemedycyny w ostatnich latach znacząco przyspieszył. Czy ramy prawne były na to przygotowane?
W dużej mierze, zarówno od strony technologicznej, jak i prawnej, byliśmy dobrze przygotowani, zanim telemedycyna zaczęła rozwijać się na tak szeroką skalę. Już przed pandemią Covid-19 sprawnie wdrożono e-zwolnienia oraz e-recepty, co odegrało kluczową rolę w zapewnieniu ciągłości opieki zdrowotnej w czasie kryzysu. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Polska należy do czołówki krajów pod względem dostępności narzędzi niezbędnych do rozwoju telemedycyny. Dla porównania, w Niemczech wiele z tych rozwiązań wprowadzono dopiero w trakcie lub po pandemii.
Ważną rolę w ograniczaniu ryzyk pojawienia się niepożądanych praktyk w telemedycynie odegrało...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
