Sieć położnicza musi być bezpieczna
Chcemy, żeby na oddziałach położniczych odbywały się minimum dwa porody dziennie, bo wtedy personel nie traci umiejętności zawodowych – przekonuje Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia.
Kryzys demograficzny w Polsce się pogłębia. Jak pogodzić zamykanie porodówek, gdzie wykonuje się niewiele porodów, z odwracaniem negatywnego trendu demograficznego i budowaniem w kobietach pewności, że w Polsce jest gdzie rodzić dzieci?
Mniej więcej od 2012 r., razem ze śp. prof. Michałem Troszyńskim i ówczesnym konsultantem krajowym prof. Stanisławem Radowickim, informowaliśmy Ministerstwo Zdrowia, że taka sytuacja z roku na rok narasta i położnictwo powinno być zreorganizowane. Dotychczas nic się w tej dziedzinie nie wydarzyło i doszliśmy do etapu, kiedy porodówki muszą być zamykane – właśnie przez postępujący spadek liczby narodzin. W związku z tym wprowadzamy działania interwencyjne, żeby nie było białych plam i żeby te nierówności zniwelować. Jednocześnie w Ministerstwie Zdrowia pracujemy z konsultantem krajowym i konsultantami wojewódzkimi w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz neonatologii nad zorganizowaniem bezpiecznej sieci oddziałów położniczych. W miejscach, gdzie nie ma takich oddziałów, powinny działać poradnie ginekologiczne, które będą sprawować opiekę nad kobietą ciężarną i prowadzić diagnostykę prenatalną po to, żeby wyłapać problemy i skierować pacjentki do opieki ambulatoryjnej w trakcie ciąży i pod opiekę do szpitala o odpowiednim stopniu referencyjności. Tam powinien być planowany poród. Natomiast w przypadku ciąży...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
